Wrzesień. Nowy plan lekcji. Nowy plecak. Nowe zeszyty. I ta sama coroczna układanka, przy której nawet kalendarz w telefonie zaczyna wyglądać podejrzanie ciasno.
Angielski w poniedziałek. Basen we wtorek. Może gimnastyka w środę. W czwartek dodatkowa matematyka. W piątek taniec. A przecież kolega chodzi jeszcze na piłkę, kuzynka na akrobatykę, a ktoś właśnie powiedział, że „teraz wszystkie dzieci uczą się programowania”.
Rodzic chce dobrze.
Chce rozwijać dziecko, dawać mu możliwości, odkrywać talenty i nie dopuścić do sytuacji, w której za kilka lat usłyszy:
– Mamo, tato, dlaczego nigdy nie zapisaliście mnie na…?
Tylko że istnieje druga strona tej historii.
Dziecko również potrzebuje czasu, w którym nie jest uczniem, zawodnikiem, kursantem ani uczestnikiem zajęć dodatkowych.
Potrzebuje odpocząć.
Pobawić się.
Ponudzić.
Spotkać z kolegami.
Albo zwyczajnie poleżeć przez chwilę na dywanie i niczego nie osiągać.
Dlatego we wrześniu warto zadać sobie trochę inne pytanie.
Nie:
„Na ile zajęć możemy zapisać dziecko?”
Ale:
„Które zajęcia naprawdę dadzą mu coś wartościowego?”
Łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że każde wolne popołudnie należy jakoś „dobrze wykorzystać”.
Tymczasem rozwój dziecka nie jest konkursem na najbardziej wypełniony kalendarz.
Można mieć siedem różnych zajęć w tygodniu i być przemęczonym, zestresowanym oraz ciągle spóźnionym.
Można też mieć jedne lub dwa dobrze dobrane zajęcia, na które dziecko naprawdę chce chodzić i dzięki którym rozwija się przez wiele miesięcy czy lat.
I właśnie regularność jest tutaj niezwykle ważna.
W przypadku sportu największe znaczenie ma nie jednorazowy entuzjazm we wrześniu, ale to, czy dziecko będzie chciało wrócić na salę także w listopadzie, styczniu i marcu.
Dlatego czasami lepiej wybrać mniej.
Ale mądrzej.
Dorosły po ośmiu godzinach pracy często marzy o kanapie.
A dziecko?
Po kilku godzinach lekcji ma jeszcze odrobić pracę domową, przygotować się na następny dzień, pojechać na zajęcia dodatkowe i najlepiej zrobić to wszystko z entuzjazmem godnym reklamy płatków śniadaniowych.
Tymczasem szkoła sama w sobie jest obciążeniem.
Nie tylko intelektualnym.
Dziecko przez dużą część dnia siedzi, koncentruje uwagę, słucha poleceń, funkcjonuje w grupie i kontroluje swoje zachowanie.
Dlatego po szkole bardzo często potrzebuje czegoś zupełnie innego niż kolejnych 60 minut siedzenia przy stoliku.
Potrzebuje ruchu.
Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, aby dzieci i młodzież w wieku 5–17 lat podejmowały średnio co najmniej 60 minut umiarkowanej lub intensywnej aktywności fizycznej dziennie w skali tygodnia. WHO zwraca również uwagę na znaczenie aktywności wzmacniających mięśnie i kości.
I tu zaczyna się robić naprawdę ciekawie.
Bo dobrze dobrany sport nie musi być kolejnym obowiązkiem.
Może być właśnie tym elementem tygodnia, który równoważy siedzący szkolny dzień.
Wyobraźmy sobie dwa popołudnia.
W pierwszym dziecko wychodzi ze szkoły, jedzie samochodem na angielski, siedzi kolejną godzinę, wraca samochodem do domu, odrabia lekcje i wieczorem ogląda coś na telefonie.
W drugim po szkole jedzie na gimnastykę.
Biega.
Skacze.
Podpiera się.
Wisi.
Robi przewroty.
Ćwiczy równowagę.
Próbuje stanąć na rękach.
Uczy się nowego elementu.
Śmieje się z innymi dziećmi.
Wraca fizycznie zmęczone, ale jego głowa przez godzinę funkcjonowała zupełnie inaczej niż w szkolnej ławce.
To ogromna różnica.
Dlatego podczas planowania zajęć dodatkowych warto patrzeć nie tylko na to, czego dziecko się nauczy, ale również na to, czego brakuje mu w ciągu zwykłego dnia.
A współczesnym dzieciom bardzo często brakuje wszechstronnego ruchu.
To jedna z największych zalet gimnastyki i akrobatyki.
Nie rozwijamy tutaj tylko jednej umiejętności.
Podczas treningu dziecko pracuje nad wieloma elementami jednocześnie.
Między innymi nad:
Dziecko oczywiście nie myśli:
„Właśnie rozwijam propriocepcję i stabilizację centralną”.
Myśli raczej:
„Jeszcze raz! Tym razem mi wyjdzie!”
I chyba właśnie na tym polega piękno dobrze prowadzonych zajęć sportowych.
Rozwój odbywa się niejako przy okazji.
Może.
Nie istnieje jedna magiczna liczba zajęć odpowiednia dla każdego dziecka.
Jedno dziecko będzie świetnie funkcjonowało przy trzech aktywnościach dodatkowych tygodniowo.
Inne już przy dwóch zacznie być wyraźnie przeciążone.
Znaczenie mają między innymi wiek, długość dnia szkolnego, temperament dziecka, ilość pracy domowej, dojazdy, pora treningu, sen i to, czy dziecko samo chciało wybrać dane zajęcia.
Dlatego zamiast liczyć kółka w kalendarzu, obserwujmy dziecko.
Warto zwrócić uwagę, jeśli dziecko:
To nie zawsze oznacza, że należy zrezygnować ze wszystkich zajęć.
Czasem wystarczy usunąć jedne.
Czasami zmienić godzinę.
Czasami zrezygnować z aktywności wybranej przez rodzica na rzecz tej wybranej przez dziecko.
Wrzesień ma pewną szczególną właściwość.
Rodzice potrafią wtedy zaplanować dziecku całe życie do następnych wakacji.
Oczywiście w najlepszej wierze.
Ale zanim zapiszemy dziecko na kolejne zajęcia, warto zadać jedno bardzo proste pytanie:
„Chcesz tego spróbować?”
Nie:
„Chcesz zostać gimnastyczką?”
Nie:
„Będziesz regularnie chodzić przez najbliższe pięć lat?”
Nie:
„A co, jeśli po miesiącu ci się znudzi?”
Po prostu:
„Chcesz spróbować?”
Bo szczególnie na początku sport powinien być przede wszystkim odkrywaniem.
Dziecko nie musi wiedzieć, czy gimnastyka stanie się jego pasją.
Od tego jest pierwszy trening.
I właśnie dlatego przychodzi na zajęcia.
To chyba jeden z najbardziej przewrotnych argumentów, jakie można usłyszeć przed rozpoczęciem gimnastyki:
„Ona nie umie zrobić gwiazdy”.
„On jest trochę sztywny”.
„Moja córka nie zrobi szpagatu”.
„Syn nie jest specjalnie wysportowany”.
To trochę tak, jakby powiedzieć:
„Nie zapiszę dziecka na angielski, bo jeszcze nie mówi po angielsku”.
Na zajęcia nie przychodzi się dlatego, że wszystko już się umie.
Przychodzi się po to, żeby się nauczyć.
Dziecko początkujące ma być początkujące.
Nie musi mieć szpagatu.
Nie musi stać na rękach.
Nie musi robić przewrotu idealnego technicznie.
Nie musi nawet wiedzieć, czym różni się gimnastyka od akrobatyki sportowej.
Od nauki są treningi.
Gimnastyka ma jeszcze jedną cechę szczególnie wartą zauważenia przez rodziców.
Buduje bardzo szeroką bazę sprawnościową.
Dziecko uczy się kontrolować własne ciało w różnych pozycjach, pracuje nad stabilnością, równowagą, siłą i koordynacją.
Dlatego umiejętności zdobywane na sali mogą później pomagać również w innych aktywnościach.
Czy dziecko za kilka lat wybierze taniec?
Sporty walki?
Lekkoatletykę?
Piłkę?
Akrobatykę sportową?
A może pozostanie przy gimnastyce?
Nie musimy tego wiedzieć we wrześniu.
Najważniejsze, że buduje fundament.
WF jest potrzebny.
Ale szkolne wychowanie fizyczne i regularny trening sportowy mają inne zadania i odbywają się w zupełnie innych warunkach.
Na zajęciach gimnastycznych można systematycznie rozwijać konkretne umiejętności, wracać do poszczególnych elementów, stopniować trudność i obserwować własne postępy.
To właśnie poczucie:
„Miesiąc temu tego nie umiałem, a teraz potrafię”
bywa dla dziecka niezwykle ważne.
Bo sukces sportowy nie zawsze oznacza medal.
Dla jednego dziecka sukcesem będzie pierwsza poprawna gwiazda.
Dla innego stanie na rękach.
Dla kolejnego odwaga, żeby spróbować elementu, którego wcześniej się bało.
I te małe sukcesy potrafią bardzo mocno budować motywację.
To jeden z najczęstszych wrześniowych scenariuszy.
– Kuba chodzi na piłkę!
– Zosia zapisała się na taniec!
– Maja chodzi na akrobatykę!
Obecność znajomego może pomóc dziecku podczas pierwszych zajęć, ale nie powinna być jedynym kryterium wyboru.
Bo kolega może po dwóch miesiącach zrezygnować.
A wtedy zostaje pytanie:
czy moje dziecko lubi te zajęcia samo w sobie?
Najlepsza aktywność to taka, na której dziecko z czasem zaczyna budować własne relacje, własne cele i własne poczucie przynależności do grupy.
To również warto powiedzieć głośno.
Nie każde dziecko rozpoczynające gimnastykę musi zmierzać w stronę sportu wyczynowego.
Sport dziecięcy może mieć wiele poziomów.
Dla jednych dzieci pozostanie wspaniałą rekreacją.
Inne zakochają się w treningach i będą chciały robić coraz trudniejsze elementy.
Jeszcze inne z czasem zainteresują się akrobatyką sportową i treningiem na bardziej zaawansowanym poziomie.
Nie trzeba podejmować tej decyzji pierwszego września.
Najpierw niech dziecko pozna ruch.
Salę.
Trenera.
Grupę.
I samo zobaczy, co wydarzy się dalej.
Można zacząć od bardzo prostego założenia.
Jeżeli zajęcia powodują, że dziecko regularnie nie dosypia, grafik wymaga korekty.
Po wielu godzinach siedzenia aktywność fizyczna nie powinna być traktowana jako luksus dodawany „jeśli zostanie czas”.
Wolny czas nie jest czasem zmarnowanym.
Rodzic może proponować. Dobrze jednak, kiedy dziecko ma wpływ na ostateczny wybór.
Jedne zajęcia, na które dziecko chodzi przez cały rok z radością, mogą być znacznie bardziej wartościowe niż cztery aktywności porzucone przed Bożym Narodzeniem.
Po pierwszym treningu nie zawsze pojawia się wielka miłość.
Nowa grupa, trener i nieznane ćwiczenia mogą onieśmielać.
Czasem potrzeba kilku spotkań.
Najlepszym miernikiem nie jest liczba punktów w kalendarzu.
Jest nim dziecko.
Może właśnie w tym roku warto zrobić coś trochę inaczej.
Zamiast wypełnić wszystkie wolne miejsca w tygodniu, zostawić kilka pustych.
Zamiast zapisać dziecko na pięć przypadkowych aktywności, wybrać jedną lub dwie naprawdę wartościowe.
I zamiast pytać wyłącznie:
„Czego jeszcze powinno się nauczyć?”
zapytać:
„Czego najbardziej brakuje mu w codziennym dniu?”
Jeżeli większość dnia spędza w ławce, przy biurku, w samochodzie albo przed ekranem, odpowiedź bardzo często brzmi:
ruchu.
Ruchu różnorodnego.
Ruchu wymagającego myślenia.
Ruchu, który daje radość.
Ruchu, podczas którego dziecko z każdym tygodniem odkrywa, że jego ciało potrafi trochę więcej niż wcześniej.
I właśnie takim miejscem może stać się sala gimnastyczna.
Początek roku szkolnego to naturalny moment na rozpoczęcie nowych zajęć.
Jeśli więc właśnie układacie rodzinny wrześniowy grafik i szukacie aktywności, która łączy ruch, rozwój sprawności, koordynację, siłę, koncentrację i ogromną satysfakcję z kolejnych postępów – warto dać dziecku możliwość poznania gimnastyki.
W CELSPORT w Łodzi dzieci mogą rozpocząć swoją przygodę niezależnie od tego, czy potrafią już zrobić gwiazdę, czy dopiero uczą się pierwszego przewrotu.
Nie trzeba przychodzić z talentem.
Nie trzeba być najbardziej rozciągniętym dzieckiem w klasie.
Nie trzeba wiedzieć, czy kiedyś wybierze się akrobatykę sportową.
Wystarczy zacząć.
Bo być może spośród wszystkich rzeczy, które wpiszecie tej jesieni do rodzinnego kalendarza, właśnie te zajęcia okażą się tymi, na które dziecko będzie czekało przez cały tydzień.
CELSPORT – gimnastyka i akrobatyka dla dzieci w Łodzi
Nowy rok szkolny właśnie się zaczyna.
Może czas również na nową sportową przygodę?