„Nie zrobię tego”.
„Boję się”.
„A jak spadnę?”
„Nie umiem”.
„Wszyscy potrafią, tylko nie ja”.
Rodzic słyszący takie słowa często ma ochotę natychmiast pomóc.
– Nie bój się, przecież nic się nie stanie.
Albo przeciwnie:
– No spróbuj wreszcie! Zobacz, inne dzieci się nie boją.
Problem w tym, że dziecięcy lęk przed nowym ruchem nie zawsze znika po zapewnieniu, że wszystko będzie dobrze. Nie znika też wtedy, gdy dziecko czuje presję.
Czasami potrzebuje czegoś zupełnie innego.
Potrzebuje czasu.
Dobrego trenera.
Bezpiecznych warunków.
Małych kroków.
I doświadczenia, że własne ciało potrafi znacznie więcej, niż dziecku początkowo się wydawało.
Właśnie dlatego gimnastyka i akrobatyka mogą być czymś znacznie więcej niż nauką przewrotów, stania na rękach czy szpagatu.
To przestrzeń, w której dziecko może stopniowo uczyć się odwagi.
Nie odwagi polegającej na tym, że nigdy się nie boi.
Ale odwagi, która mówi:
„Trochę się boję, ale spróbuję”.
Dla osoby dorosłej przeskoczenie przez niewielką przeszkodę, wykonanie przewrotu czy wejście na przyrząd może wydawać się czymś prostym.
Dla dziecka sytuacja wygląda inaczej.
Nowy ruch oznacza często utratę znanego sposobu kontrolowania ciała.
Nagle:
Do tego dochodzą emocje.
Dziecko może bać się upadku, bólu, niepowodzenia albo tego, że inni zobaczą jego błąd.
Nie każde dziecko reaguje tak samo. Jedno od razu chce wejść na materac i spróbować czegoś nowego, a drugie przez kilka treningów obserwuje, analizuje i dopiero później podejmuje pierwszą próbę.
I to jest w porządku.
Tempo rozwoju umiejętności ruchowych oraz związanej z nimi pewności siebie nie jest identyczne u wszystkich dzieci. Badania wskazują również na związek między kompetencjami ruchowymi, postrzeganiem własnych możliwości i późniejszą aktywnością fizyczną. trening nie powinien polegać na wrzucaniu każdego dziecka na tę samą „głęboką wodę”.
Rodzice widzą efekt końcowy.
Dziecko wykonuje przewrót.
Staje na rękach.
Przechodzi po równoważni.
Robi mostek.
Podejmuje próbę nowego elementu.
Ale trener widzi wszystkie wcześniejsze etapy.
Zanim pojawi się bardziej złożony ruch, dziecko wykonuje wiele prostszych ćwiczeń. Uczy się ustawienia ciała, przenoszenia ciężaru, podporu, kontroli napięcia mięśniowego, lądowania, równowagi i orientacji w przestrzeni.
Właśnie tutaj zaczyna się budowanie zaufania do własnego ciała.
Dziecko nie słyszy tylko:
„Dasz radę”.
Ono zaczyna zdobywać dowody, że rzeczywiście daje radę.
Najpierw zrobiło prostsze ćwiczenie.
Potem trochę trudniejsze.
Później wykonało fragment nowego elementu.
Następnie spróbowało z pomocą trenera.
A pewnego dnia zrobiło coś, o czym kilka tygodni wcześniej mówiło:
„Nigdy tego nie zrobię”.
To bardzo ważne doświadczenie.
Bo prawdziwa pewność siebie nie powstaje wyłącznie z pochwał.
Buduje się również z doświadczenia:
„Bałem się. Próbowałem. Nie udało się od razu. Ćwiczyłem. W końcu potrafię”.
Dzieci często interpretują nieprzyjemne emocje bardzo bezpośrednio.
Boję się, więc nie powinienem tego robić.
Nie umiem, więc nie mam talentu.
Coś mi nie wyszło, więc jestem słaby.
Ktoś zrobił to szybciej, więc ja jestem gorszy.
Trening może stopniowo zmieniać takie myślenie.
Oczywiście nie dzieje się to podczas jednych zajęć. Nie chodzi również o zmuszanie przestraszonego dziecka do wykonania ćwiczenia za wszelką cenę.
Chodzi o bezpieczne oswajanie wyzwań.
Dziecko odkrywa, że może:
zatrzymać się,
posłuchać instrukcji,
wykonać łatwiejszą wersję,
spróbować ponownie,
poprosić o pomoc,
popełnić błąd,
wrócić do ćwiczenia za chwilę.
To ogromnie ważna lekcja.
Nie tylko w sporcie.
W życiu również często nie potrzebujemy ludzi, którzy niczego się nie boją. Potrzebujemy ludzi, którzy potrafią działać pomimo niepewności, ocenić sytuację, przygotować się i podjąć kolejną próbę.
Wyobraźmy sobie dziecko, które dostaje polecenie:
„Stań na jednej nodze, zamknij oczy i spróbuj utrzymać równowagę”.
Nagle okazuje się, że wykonanie prostego pozornie zadania wymaga bardzo dużej kontroli.
Podobnie jest z wieloma ćwiczeniami gimnastycznymi.
Dziecko stopniowo zaczyna lepiej rozumieć:
To nie są spektakularne rzeczy, które zawsze dobrze wyglądają na zdjęciach.
Ale właśnie one tworzą fundament sprawności.
Badania dotyczące tzw. kompetencji ruchowych i physical literacy traktują sprawność nie tylko jako wykonanie konkretnego zadania, lecz jako połączenie umiejętności ruchowych, wiedzy, motywacji, poczucia skuteczności i pewności w podejmowaniu aktywności. e coraz lepiej kontroluje swoje ciało, może dzięki temu odważniej podchodzić do kolejnych wyzwań ruchowych.
Każdy rodzic zna to zawołanie.
„Mamo, patrz!”
„Tato, zobacz!”
Na początku dziecko może prosić, żeby rodzic patrzył na najmniejszy skok.
Kilka miesięcy później pokazuje element, którego wcześniej bało się spróbować.
Dla osoby dorosłej różnica może być techniczna:
wcześniej nie potrafił, teraz potrafi.
Dla dziecka zmiana bywa znacznie większa:
„Myślałem, że nie dam rady. A jednak się nauczyłem”.
To doświadczenie może wpływać na sposób, w jaki dziecko postrzega własne możliwości fizyczne. Badania wskazują na spójny pozytywny związek między aktywnością fizyczną a fizycznym obrazem siebie u dzieci i młodzieży. Gimnastyka nie sprawi automatycznie, że każde nieśmiałe dziecko stanie się przebojowe, a każde ostrożne zacznie bez wahania podejmować ryzyko.
I dobrze.
Celem nie jest zmiana charakteru dziecka.
Celem jest pokazanie mu:
możesz się rozwijać we własnym tempie i potrafisz nauczyć się rzeczy, które początkowo wydają się trudne.
Na sali treningowej różnice widać bardzo wyraźnie.
Jedno dziecko jest naturalnie elastyczne.
Drugie ma świetną równowagę.
Trzecie jest silne.
Czwarte bardzo szybko zapamiętuje sekwencje ruchów.
Piąte potrzebuje więcej czasu, ale jest niezwykle cierpliwe i systematyczne.
Problem zaczyna się wtedy, gdy jedynym pytaniem staje się:
„Dlaczego Zosia już umie, a ty jeszcze nie?”
Albo:
„Kuba chodzi krócej, a już robi więcej”.
Takie porównania nie mówią całej prawdy o rozwoju dziecka.
Każde przychodzi na zajęcia z innym doświadczeniem ruchowym, innym temperamentem, różną sprawnością, mobilnością, siłą i poziomem pewności siebie.
Właśnie dlatego znacznie lepszym punktem odniesienia jest wcześniejsza wersja tego samego dziecka.
Nie:
„Czy jesteś najlepszy w grupie?”
Ale:
„Czego potrafisz dzisiaj więcej niż miesiąc temu?”
Czasami największym sukcesem nie jest wykonanie trudnego elementu.
Czasami sukcesem jest to, że dziecko, które przez trzy zajęcia mówiło „nie”, podczas czwartego mówi:
„Spróbuję, ale trener ma być obok”.
To też jest postęp.
I często bardzo ważny.
Dobry trener dziecięcy musi umieć zrobić coś trudniejszego niż nauczenie prawidłowej techniki ćwiczenia.
Musi ocenić, gdzie znajduje się granica między wyzwaniem a przeciążeniem.
Za łatwe zadanie może nudzić.
Zbyt trudne może zniechęcać lub wywoływać nadmierny lęk.
Odpowiednio dobrane ćwiczenie mówi dziecku:
„To jest trochę trudne, ale jest w twoim zasięgu”.
Właśnie w takim miejscu najczęściej pojawia się rozwój.
Dlatego na dobrych zajęciach trener może:
Celem nie jest wykonanie elementu za wszelką cenę.
Celem jest nauka ruchu w sposób bezpieczny, techniczny i dostosowany do aktualnych możliwości dziecka.
Najważniejsze: nie wyśmiewać lęku.
Dla dorosłego niski przyrząd może wyglądać niewinnie.
Dla dziecka może być prawdziwym wyzwaniem.
Zamiast mówić:
„Przecież nie ma się czego bać”,
można powiedzieć:
„Widzę, że to jest dla ciebie trudne. Spróbuj zrobić tyle, ile dzisiaj możesz”.
Zamiast:
„Wszyscy już potrafią”,
lepiej:
„Pamiętasz, czego nie umiałeś miesiąc temu, a teraz robisz to bez problemu?”
Zamiast pytać po każdych zajęciach:
„Czego nowego się nauczyłeś?”,
czasami warto zapytać:
„Co dzisiaj było dla ciebie najtrudniejsze?”
albo:
„Z czego jesteś dzisiaj najbardziej zadowolony?”
To drobna zmiana.
Ale pokazuje dziecku, że trening nie jest egzaminem, który za każdym razem musi zakończyć się nową umiejętnością.
Jest procesem.
To bardzo ważne.
Ostrożność nie jest wadą.
Dziecko, które potrzebuje więcej czasu przed wykonaniem nowego ćwiczenia, nie musi być mniej zdolne.
Czasami obserwuje.
Analizuje.
Chce zrozumieć.
Potrzebuje kilku prób przygotowawczych.
Niekiedy właśnie takie dziecko, gdy już zdecyduje się działać, wykonuje zadanie bardzo świadomie.
Sport dziecięcy nie powinien polegać na produkowaniu małych bohaterów, którzy za wszelką cenę udowadniają, że niczego się nie boją.
Chodzi o coś bardziej wartościowego.
O nauczenie dziecka rozpoznawania swoich możliwości, rozwijania ich i podejmowania kolejnych wyzwań w bezpieczny sposób.
Jedna z najpiękniejszych zmian, jakie można obserwować na sali treningowej, nie zawsze wygląda spektakularnie.
To chwila, w której dziecko po nieudanej próbie nie odchodzi.
Tylko mówi:
„Jeszcze raz”.
Nie udał się przewrót?
Jeszcze raz.
Straciłem równowagę?
Jeszcze raz.
Źle ustawiłem nogi?
Jeszcze raz.
Nie chodzi o bezmyślne powtarzanie.
Chodzi o zmianę sposobu myślenia.
Błąd nie oznacza końca.
Jest informacją.
Można coś poprawić.
Można spróbować inaczej.
Można poprosić trenera o pomoc.
Można wrócić do ćwiczenia później.
To jedna z najcenniejszych rzeczy, jakie sport może dać dziecku.
I bardzo dobrze.
Bo przecież takie życie nie istnieje.
Nowa szkoła.
Pierwszy występ.
Odpowiedź przed klasą.
Nowa grupa.
Pierwszy egzamin.
Pierwsza praca.
Pierwsza ważna decyzja.
W życiu zawsze pojawiają się sytuacje, w których człowiek nie ma stuprocentowej pewności, że wszystko pójdzie idealnie.
Dziecko nie musi nauczyć się, że nie wolno się bać.
Znacznie ważniejsze jest, aby stopniowo odkrywało:
„Mogę się bać i jednocześnie zrobić mały krok do przodu”.
Dla jednego dziecka takim krokiem będzie pierwsze wejście na salę bez rodzica.
Dla innego wykonanie przewrotu.
Dla kolejnego stanie na rękach z asekuracją.
A dla jeszcze innego – powrót do ćwiczenia, które wcześniej mu nie wyszło.
Każdy z tych kroków ma znaczenie.
Rodzice często zapisują dziecko na gimnastykę, ponieważ chcą, żeby było sprawniejsze, silniejsze i bardziej aktywne.
To dobre powody. WHO podkreśla znaczenie regularnej aktywności fizycznej dzieci i młodzieży dla zdrowia oraz rozwoju. Podczas treningów może wydarzyć się coś jeszcze.
Dziecko zaczyna lepiej poznawać swoje ciało.
Uczy się cierpliwości.
Przestaje oczekiwać, że wszystko wyjdzie za pierwszym razem.
Zauważa własne postępy.
Odkrywa, że trudność nie zawsze oznacza porażkę.
Zaczyna próbować.
Jeszcze raz.
I jeszcze raz.
A pewnego dnia robi coś, przed czym wcześniej zatrzymywał je strach.
Być może właśnie wtedy po raz kolejny usłyszymy:
„Mamo! Tato! Patrzcie!”
Warto wtedy patrzeć uważnie.
Bo być może widzimy nie tylko nowy element gimnastyczny.
Być może właśnie obserwujemy, jak dziecko zaczyna naprawdę ufać samemu sobie.
W Celsport wierzymy, że każde dziecko rozwija się we własnym tempie.
Nie każde zaczyna z taką samą sprawnością. Nie każde od pierwszych zajęć jest odważne. Nie każde potrzebuje tego samego czasu, aby nauczyć się nowego ruchu.
Dlatego trening to nie tylko nauka kolejnych elementów.
To stopniowe budowanie sprawności, koordynacji, siły, kontroli ruchu i pewności siebie.
Krok po kroku.
Próba po próbie.
Bez porównywania dziecka z innymi.
Bo czasami najważniejszy moment na treningu nie następuje wtedy, kiedy dziecko zrobi coś idealnie.
Tylko wtedy, kiedy po pierwszej nieudanej próbie spojrzy na trenera i powie:
„Chcę spróbować jeszcze raz”.